Bezpieczeństwo mieszkańców miasta.

delimiter image

Zapewnienie opieki owadom.

Pszczoły, to nie szpaki. W mieście nie wystarczy dać im domek, poczekać, aż się wprowadzą i potem “jakoś to będzie”. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że pszczelarstwo, to ciężka i mozolna praca. O pszczoły trzeba dbać, leczyć je, karmić przed zimą i przede wszystkim regularnie kontrolować stan rodzin. W okresie rojowym (maj-czerwiec) wymaga to dokładnych kontroli uli co 5-7 dni. W terenie miejskim powinniśmy maksymalnie minimalizować ryzyko wyrajania się rodzin pszczelich. Można tego dokonać przez hodowlę sprawdzonych ras pszczół oraz częstszą wymianą matek niż zazwyczaj praktykowany cykl dwuletni. Stosowana linia pszczoły powinna charakteryzować się dość wolnym, zrównoważonym rozwojem przez cały sezon oraz mniejszą ilością odchowywanych larw, niż jest to pożądane w tradycyjnym pszczelarstwie. Do tego owady powinny być łagodne i miodne. Są to dość wygórowane wymagania, odbiegające od powszechnie stosowanego standardu na terenach wiejskich. Istnieją jednak pewne linie, np. pszczoły kaukaskiej, które bardzo dobrze spisują się w mieście, a dodatkowo potrafią pobierać nektar z dość powszechnej w miastach koniczyny, do czego nie są przystosowane ich kuzynki rasy kraińskiej. Dzieje się to za sprawą dłuższego języczka, który umożliwia tym pszczołom dotarcie do głębszych nektarników roślin.

Pszczelarstwo wymaga dużej wiedzy, wielu przeczytanych książek, poradników, obejrzanych filmów, a przede wszystkim praktyki. Możemy zapisać się na jedno ze szkoleń, których niestety jest w Polsce bardzo mało. Przykładowy kurs organizowany jest w styczniu każdego roku przez WZP w Krakowie. Cykl wykładów i warsztatów trwa tam przez sześć miesięcy i kończy się w czerwcu praktycznymi zajęciami w przepięknej pasiece położonej na przedmieściach Krakowa.

Jeśli jednak nie mamy wykwalifikowanej opieki, jednak chcemy postawić ule na swoim terenie, przychodzą nam z pomocą nieliczne firmy, świadczące takie usługi komercyjnie. Największą sieć pasiek miejskich w Polsce zapewnia firma Pszczelarium opiekując się ponad setką uli na terenie Warszawy, Katowic i Trójmiasta. Prowadzenie pasieki miejskiej odbywa się tu na podstawie wykonywania usługi rolnej, przez wynajętego podwykonawcę. Zleceniodawca czeka tylko na efekty tej pracy w postaci zebranego miodu.

Nawet jeśli nie mamy dogodnych warunków do hodowli pszczół na terenie swojej firmy, możemy włączyć ochronę zapylaczy do polityki CSR swojej firmy. Możemy zamówić organizację warsztatów pszczelarskich dla pracowników, uczestniczyć w miodobraniu, odlewaniu świec, malowaniu uli, czy też składaniu hoteli dla zapylaczy. Imprezy takie organizuje m.in. Centrum Edukacji Ekologicznej i Przyrodniczej oraz Pasieka Edukacyjna “Skrzydlaci przyjaciele” działające przy Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie. Jeśli nie mamy możliwości postawienia ula na swoim dachu, możemy również zostać “ambasadorem pszczelej rodziny” i adoptować własny rój.

Jak przekonać ludzi, że miasto to dobre miejsce dla pszczół?

To bardzo trudne zadanie i z pewnością nigdy nie przekonamy wszystkich mieszkańców. Powinniśmy przede wszystkim promować ideę pszczelarstwa miejskiego. Pokazywać w mediach – w prasie, internecie i telewizji – jak wygląda pszczelarstwo miejskie na Świecie oraz u nas – w Warszawie, Sopocie, Krakowie oraz w Katowicach. Trzeba ludziom udowodnić, że jeśli na całym Świecie można, to można i u nas.

W Katowicach od czerwca 2016 roku firma Unilever Polska opiekuje się dwoma ulami miejskimi stojącymi na dachu Katowickiego Centrum Biznesu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 50 metrów obok ula stoi popularna “Superjednostka”, czyli blok zamieszkany przez ponad 2000 domowników. Dodatkowo do uli podchodzi się przez okno biurowca, w którym przebywa około 500 osób. Uruchomienie pasieki poprzedzono konsultacjami, wykładami, artykułami prasowymi, kilkoma wywiadami radiowymi oraz reportażami w radiu i telewizji.

Pszczelarstwo miejskie w Polsce

Pszczelarstwo w Polsce ma się coraz lepiej. Nie możemy konkurować m.in. z Londynem, gdzie szacuje się ilość pszczelich rodzin na około 5 tysięcy rodzin. Największym centrum pszczelarstwa miejskiego w Polsce jest Warszawa, gdzie zadomowiło się łącznie ponad 100 rodzin pszczelich. Modę na ule dachowe rozpoczął hotel Regent, za jego przykładem poszedł Deutsche Bank, a do perfekcji fach ten opanowało Pszczelarium, które wykonuje komercyjnie obsługę pasiek miejskich w największych miastach Polski.

Od około dwóch lat stopniowo rośnie ilość pasiek miejskich na terenie innych miast poza Warszawą. Mamy kilka pasiek dachowych na terenie Śląska, Trójmiasta, Krakowa, Lublina czy Torunia. Są to między innymi ule na dachu Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu, na terenie Sejmu w Warszawie, na dachu AGH w Krakowie, na dachu Pałacu Kultury i Nauki oraz wspomniane ule dachowe na Katowickim Centrum Biznesu.

W terenie wiejskim przyjmuje się, że efektywną ilością rodzin pszczelich stacjonujących w jednym punkcie, jest około 30 uli. Zapewnia to zrównoważone zapylenie wszystkich roślin będących w zasięgu lotów z tego punktu. Nierealne jest postawienie takiej ilości pszczelich rodzin w jednym punkcie w centrum 200 tysięcznego miasta. Zatem 30 uli będzie rozrzucone po dachach 8-10 budynków na terenie kilkuset hektarów. Jeśli weźmiemy pod uwagę czas dotarcia z jednej pasieki do drugiej, w godzinach szczytu, przy 10 skrzyżowaniach, to czas obsługi tej samej ilości uli będzie 10 krotnie wyższy na terenie miasta. Nie można więc traktować pszczelarstwa miejskiego jako sposobu na życie z samej sprzedaży miodu. Dlatego większość pszczelarzy miejskich traktuje swoje zajęcie wyłącznie jako hobby.